Projekt Nauka Życia

O mojej nauce w rosyjskim projekcie „Nauka życia” 

Nie jestem pewna, czy słowami uda mi się przekazać wszystko to, co otrzymałam w postaci wiedzy, doświadczeń, uczuć i wglądów podczas tych trzech lat nauki. Nie mam pojęcia, czy jest możliwe, by to w ogóle wszystko zebrać i podsumować w krótkim artykule.

Ale spróbuję, bo przepełnia mnie ogromna wdzięczność dla naszych Nauczycieli, dla wszystkich moich Przyjaciół, z którymi rozpoczynałam przygodę z projektem Nauka Życia i tych, którzy uczyli się wcześniej lub przychodzili do projektu później niż ja. Stworzyliśmy wspólnie jedną wielką rodzinę, i jestem przekonana, że otrzymanie dyplomów ukończenia nauki nie kończy naszej znajomości, a dopiero ją zaczyna.

Początek był szalony.

Po kilku latach duchowych poszukiwań wpadłam na pomysł, by wpisywać w youtube to samo, co do tej pory, lecz po rosyjsku. Czyli np: duchowość, relacje międzyludzkie itd. Dość szybko trafiłam na wykłady Olega Gadeckiego, Mariny Targakowej, jak się później okazało pomysłodawców projektu Nauka Życia.

Pod wykładami był link do strony, weszłam tam na kilka minut i…nie doczytawszy do końca, kliknęłam: wyślij zgłoszenie. Dopiero potem doczytałam: dwa lata nauki, zjazdy co pół roku, koszt ok 15.000 rocznie. Skąd na to wziąć pieniądze, jak załatwię wizę, jak sama ogarnę przeloty (co się potem okazało, nierzadko z kilkoma przesiadkami), jak w ogóle wygląda ta nauka…

Jednym słowem, na pierwszą sesję pojechałam totalnie zielona.

Pamiętam jak dziś: dokoła mnie około trzystu Rosjan i Rosjanek, ja jedna z Polski trochę przerażona, na scenę wchodzą założyciele szkoły, wszyscy klaszczą i są wpatrzeni w nich z wielkim szacunkiem i miłością. „Sekta” – pomyślałam – „O co tu chodzi?”.

Pierwsze dni byłam bardzo sceptyczna, obserwowałam i nauczycieli, i innych studentów. Ale ogromna większość z nich okazała się być bardzo kulturalnymi, świetnie wykształconymi, przemiłymi i mądrymi ludźmi. Podzielono nas na niewielkie grupy i przydzielono opiekuna. Pianistka, pisarka, lekarz, jubiler, szczęśliwe mamy kilkorga dzieci – tylko w mojej grupie zebrała się taka śmietanka.

Na naszym roku byli też znani w Rosji biznesmeni, reżyserzy, nauczyciele, tancerze, socjologowie. Naprawdę niezły przekrój społeczny.

Oprócz wykładów było sporo zajęć w grupach, gdzie siadaliśmy w kręgu, dzieliliśmy się swoimi przeżyciami, płakaliśmy, śmialiśmy się, poznawaliśmy się coraz lepiej. Każdy miał też kilka spotkań indywidualnych z naszym opiekunem. Były to bardzo cenne chwile.

Teraz wiem, że to zaangażowanie Nauczyciel i starszych studentów tworzyło wokół „kociaków” atmosferę akceptacji i ciepła, dzięki czemu nasze serca się oczyszczały i otwierały bardzo szybko. Po to, by działo się to, co szkoła przewiduje na pierwszy rok: „Poznaj siebie”.

Uczyliśmy się bardzo dużo o „postawie ucznia”, co ona oznacza w praktyce. Uczyliśmy się rozpoznawać i przyjmować swoje uczucia i emocje.

Mieliśmy sporo praktycznych zajęć typu grupowe wyzwania czy ustawienia, które pokazywały nam nasze wewnętrzne blokady. Twórcze zadania też ujawniały bardzo szybko, jakie mamy talenty i czy umiemy i pozwalamy sobie je przejawiać.

Wszystko, co działo się na sesjach opierało się o duchowe wartości.

Każdy występ nie był po prostu śpiewaniem zwykłej piosenki, wiersze też recytowaliśmy „po coś” i „z jakiegoś powodu”. Ta głębia mnie urzekła. Nawet z pozoru zwykłe rozmowy bardzo szybko zmieniały się w serdeczne zwierzenia, nierzadko kończyły się łzami wzruszenia i ulgi.

Już na pierwszej sesji mieliśmy zadanie twórcze – przygotować występ na uroczyste zakończenie sesji (studenci zawsze przygotowywali uroczyste otwarcia, zakończenia oraz tzw. wieczory talentów z występami chętnych). Drugi rok przygotował dla nas „pasowanie” na studenta – to było coś niesamowitego, przeszliśmy prawdziwą próbę, postarali się, byśmy to zapamiętali na długo.

Prócz wykładów i rozmów w kręgach był czas niemniej ważny na spotkania ze sobą, swoimi uczuciami, lękami, ograniczeniami. Bycie na sesji automatycznie otwierało przestrzeń, w której oczyszczenie działo się bardzo intensywnie i wręcz lawinowo uruchamiały się lekcje do przeżycia i przyjęcia. Było to czasem bardzo bolesne. Ale też bardzo, bardzo potrzebne. To trochę tak, jakby zrzucać starą skórę lub rodzić się na nowo.

Po trudnościach wychodzisz do nowego życia.

Między sesjami były cotygodniowe spotkania na Skype, na których dzieliliśmy się tym, co u nas, jak się czujemy, jakie mamy trudności i radości. Inspirowaliśmy się do terminowego oddawania prac domowych. Były to przeważnie pisemne prace na temat tego, jak rozumieliśmy i stosowaliśmy w swoim życiu otrzymywaną wiedzę.

Na drugiej sesji tematem przewodnim były relacje ze starszymi, młodszymi i równymi.

Wielki i ważny temat. Ogromna wdzięczność za to, jak Nauczyciele nam go przekazywali, nie tylko teoretycznie, a głównie w praktyce, swoim zachowaniem, swoją wrażliwością i otwartością w stosunku do nas. Oni żyją tak, jak nauczają. Pierwszy raz spotkałam się z tak spójnymi osobowościami, z taką szczerością, prostotą i głębią. Z taką miłością.

Drugi rok. Pierwsza sesja, jesienna. Lekka duma z bycia „starszymi”. Ale też pierwszy powiew odpowiedzialności.

Program drugiego roku przebiega pod hasłem „Zarządzaj sobą”. Pierwszy grupowy duży projekt charytatywny. Zbieraliśmy wspólnie środki na pomoc domowi dziecka w Kirgizji, udało się zebrać ponad 1000zł od polskich darczyńców.

Dwóch mężczyzn z naszej grupy pojechało specjalnie do Kirgizji na miejscu przypilnować, by środki te były dobrze spożytkowane, kupowali materiały budowlane, pomagali w remoncie domu.

Druga, letnia sesja miała być ostatnią sesją, potem już tylko obrona.

I tu niespodzianka!! Otwierają trzeci rok, specjalizacje. „To niemożliwe” – pomyślałam, bo to było odpowiedzią na moje modlitwy, by nauka była bardziej „żeńska” – by było więcej zajęć dla kobiet, o czuciu, o byciu tu i teraz, więcej praktycznych porad i kobiecych kręgów. I proszę! Otwierają specjalizację: prowadząca warsztatów dla kobiet. Nie mogłam w to uwierzyć.

Tak, jak w to, że zaraz po sesji przyszło do mnie olśnienie w postaci tego, że mój trzeci podręcznik do rosyjskiego napiszę w oparciu o wiedzę otrzymaną w Nauce Życia. Tak też się stało. Rok później trzecia część Od A do Ja z rozdziałami min. Relacje międzyludzkie, Duchowość, Kultura i tradycje ujrzała światło dzienne.

Trzeci rok był bardzo intensywny.

Zajęcia na specjalizacji zakładały praktyczne prowadzenie zajęć, po pierwszej sesji już musieliśmy zebrać grupę i przeprowadzić zajęcia Żeńskiej Akademii w swoich miastach. Dla mnie było to o tyle trudniejsze, że tłumaczyłam wszystkie materiały na język polski. To zajmowało mi praktycznie cały czas, bo były to i filmiki, i artykuły, i prezentacje w Power Point.

Sesja wiosenna, ostatnia. Przełomowa jak dla mnie. 

Codziennie  dostawałam odpowiedzi na pytania, z którymi rozpoczynałam naukę w Rosji. Tak, jakby Wszechświat chciał „zdążyć” przed końcem nauki. Czułam każdy dzień i każdy wykład jako prezent właśnie dla mnie.

Kilka ważnych konsultacji z nauczycielami, wspaniałe rozmowy z przyjaciółmi, spacery w pięknej przyrodzie. Wszystko mi mówiło: jesteś na dobrej drodze, wszystko jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Dostałam cenne wskazówki, a nawet swojego rodzaju przepowiednie. Wszystkie się sprawdziły w ciągu kilku miesięcy od sesji.

Trzeci rok utworzono na prośbę studentów. Nam naprawdę się nie chciało kończyć tej nauki.

Jest tyle do odkrycia, do podzielenia się. Tyle miłości do przyjęcia i do oddania. Trzeci rok ma hasło „Oddawaj” – czyli najpierw poznaj siebie, potem naucz się sobą zarządzać tak, by zrozumieć i umieć wnieść swoją wartość do grupy i na koniec: oddawaj.

Nasza obrona dyplomu miała polegać min. na prezentacji filmiku, w którym przedstawiamy, w jaki sposób „oddaliśmy” otrzymaną wiedzę. Przygotowywaliśmy się do niej dobre kilka tygodni. Stworzyliśmy specjalny projekt „Egzamin”, urządzaliśmy spotkania-dyskusje, wymianę notatek, nagrań wykładów.

Napisaliśmy wspólnie książkę, zawierającą odpowiedzi na kilkadziesiąt pytań, które dostaliśmy do przygotowania.

Tematy arcyważne i ciekawe: koncepcja cywilizacyjna, zarządzanie kolegialne (nowoczesny duchowy sposób pracy w grupie), efektywna komunikacja, zarządzanie projektami, nauka relacji międzyludzkich, podstawy światopoglądu duchowego – to tylko niektóre jej rozdziały.

Zorganizowaliśmy się sami, nikt nam nic nie narzucał. Ale w końcu tego się uczyliśmy przez trzy lata. Że Wyższy Zamysł przejawia się we wspólnej twórczości. No to już! Wyznaczyliśmy odpowiedzialnych za poszczególne rozdziały, każdy miał po jednym pytaniu do opracowania.

Na koniec zebraliśmy wszystko, ktoś to ładnie graficznie obrobił, ktoś poprawił błędy językowe, ktoś oddał do drukarni.

Byliśmy naprawdę gotowi.

Kupione bilety lotnicze, piękne sukienki na wręczenie dyplomów, prezenty dla naszych Nauczycieli i ukochanych ludzi.

I ta wiadomość.

W miejscu naszego spotkania jest powódź. Nie można tam dojechać. Obrona jest odwołana. Kilkugodzinne spotkanie naszych Nauczycieli i opiekunów grup owocuje decyzją o przyznaniu nam dyplomów bez konieczności zdawania egzaminu.

Najpierw szok, niedowierzanie. Potem „jak to, bez egzaminu?”. W głowie kołacząca się radosna myśl: „obędzie się bez stresu”. W sercu zaś wielki smutek, że nie spotkamy się, że cale przygotowanie po nic, że nie podziękujemy Nauczycielom, nie obdarujemy prezentami drogich nam ludzi.

Cala plejada uczuć i emocji.

Po kilku dniach przychodzi olśnienie: przecież to właśnie jest EGZAMIN. Ukończyliśmy naukę w projekcie o nazwie: Nauka Życia. A to jest właśnie Życie.

W nim są powodzie, są rozczarowania, w nim są niezaspokojone oczekiwania, bilety, które przepadły, spotkania, do których nie doszło, pomieszanie radości ze smutkiem.

Czy nie tego nas uczono przez te trzy lata? Znajdź w każdej trudności lekcję. Czego cię uczy to właśnie zdarzenie? Jakie jakości są w twoim życiu przestarzałe, a jakie chcesz rozwinąć i wzmocnić?

Jesteśmy totalnymi szczęściarzami! Tak często narzekaliśmy na przestarzałe losowanie teoretycznych pytań. To mamy: egzamin praktyczny.

Wierzę, że dane mi będzie jeszcze nie raz spotkać się z tymi, dzięki którym otrzymałam tak wiele. Dzięki którym zmieniło się całe moje życie. Mój światopogląd, moje odczuwanie bycia i życia. Uczę się przyjmować to, że nie zawsze jest tak, jak planujemy. Wierzyć, że jest w tym zamysł. Wyższy.

Może miałam napisać ten artykuł.

Może kogoś poruszy to na tyle, że zechce się też tam uczyć. Może miałam to zebrać, podsumować, kolejny raz dotknąć tego cudu.

Gdy trzy lata temu znalazłam informację o projekcie Nauka Życia, nie sądziłam, że będzie to totalna transformacja MOJEGO życia.

Że dzięki niemu zacznie się spełniać marzenie Stwórcy o mnie.

Przepełniona wdzięcznością i miłością pojadę na sesję jeszcze raz. Wiosną. By podziękować, by wspólnie świętować. Nie poddam się. Bo to na tym polega Prawdziwe Życie. By iść dalej.

Anna

Więcej o nauce w projekcie znajdziecie na stronie www.naukaz.ru

Jeśli ktoś z Was jest zainteresowany rozpoczęciem tam nauki, piszcie do mnie, pomogę, doradzę. Warunkiem niezbędnym jest bardzo dobra znajomość języka rosyjskiego. Także ten… kto go jeszcze nie zna, polecam dobre podręczniki 😉 www.podrecznikdorosyjskiego.pl 😉