O co chodzi z tym przekleństwem rodowym?

Young girl covered her face with fear

Przekleństwo rodowe. Brzmi złowrogo, prawda? Ta nazwa i mnie odstraszała, kojarzyła mi się z czymś, na co nie mam wpływu, z jakąś nieznaną nieokiełznaną mocą. No i jeszcze „rodowe” – czyli co, cały ród jest przeklęty czy jak?

Dopiero gdy wczytałam się w opis mojego „przekleństwa”, przejrzałam swoje zachowania i uczucia pod kątem jego działania zrozumiałam, że po pierwsze – to zdecydowanie prawda, a po drugie – na szczęście można z tym coś zrobić. Oraz, że w „przekleństwie” nie ma nic strasznego ani niezrozumiałego.

Przekleństwo rodowe to po prostu jedna z siedmiu naszych urodzeniowych energii, która ma częściej niż pozostałe tendencję do sprawiania kłopotów.

 Jeśli np. tą energią będzie energia piątego kręgu świata górnego (Podróż), możemy mieć trudności ze znalezieniem i określeniem swojego miejsca w świecie. Dosłownie i w przenośni. Możemy mieć tendencje do uciekania od odpowiedzialności, bo stabilność to zobowiązania. Częste są też skłonności do użalania się nad sobą, zapominania o swojej boskiej naturze i koncentrowanie się na braku.

Pozytywnym przejawem tej energii jest ciekawość świata, zdobywanie wiedzy dzięki otwartości na podróżowanie, nowe kontakty, możliwość natychmiastowej materializacji myśli. I do tego też mamy dostęp.

Jednak jeśli jest to naszym przekleństwem, to aspekt negatywny będzie się pojawiał w najmniej oczekiwanym momencie stanowiąc dla nas wyzwanie.

Dlaczego „rodowe”?

Kiedy przejrzałam koleje losów moich przodków (a szczególnie w linii żeńskiej) odkryłam, że energia mojego przekleństwa, mimo, że z wyliczeń ich zestawów nie pokrywała się z ich przekleństwami, tak czy inaczej była wpisana w ich życie.

To wygląda trochę tak, jakby kobiety w moim rodzie zaniedbały jakiś aspekt własnego rozwoju/realizacji/szczęścia i powtarzało się to na tyle często i mocno, że w moim pokoleniu stało się już energią przekleństwa, niejako zmuszając mnie do przepracowania tego tematu tak, by w kolejnych pokoleniach to już nie uwierało. Tak ja to zrozumiałam i dla mnie ma to taki sens.

Co robić zatem?

Przede wszystkim, pomaga już sama wiedza, że taka tendencja występuje i nie musimy czuć się winni z tego powodu i myśleć, że coś z nami jest nie tak. Oj, a to lubimy robić.

A jeszcze, gdy wiemy, że to przekleństwo idzie z rodu, możemy zrzucić odpowiedzialność na naszych przodków: no tak, oni nabroili, a ja za to obrywam. Ale to nie do końca tak. Nasza dusza wybrała takie właśnie doświadczenie, chciała właśnie taką „lekcję” odrobić.

Ważne jest, by znaleźć swoją metodę wprowadzania się w stan odwracający wektor energii przekleństwa. Na przykład, jeśli jest to wspomniane użalanie się nad sobą, to odwróceniem wektora będzie docenianie siebie, zauważanie swoich silnych stron.

A metoda? Tu ograniczeń nie ma: prowadzenie dziennika wdzięczności dla samej siebie, mówienie do siebie komplementów, pisanie o sobie w samych superlatywach, wieczór porządkowania swoich dyplomów, osiągnięć itd. Pomysłów i sposobów jest mnóstwo.

A jak pomaga w tym gimnastyka?

 Do każdej energii przekleństwa dopasowano energię neutralizującą. Energią tą dla naszego przykładu jest energia 9 kręgu świata dolnego – dostatek. Czyli… nic innego jak właśnie to, o czym pisałam wyżej: wprowadzanie się świadomie w stan obfitości.

Horoskop słowiański mówi: pomocne będzie rozwijanie stanu samowystarczalności, dążenie ku wzrostowi, otaczanie się pięknem, praca z ziemią. No i rzecz jasna, wykonywanie ćwiczenia aktywującego daną energię.

Można je wykonywać jako stały dodatek do naszego zestawu (bowiem nie zawsze energia uzdrawiająca jest wśród naszych siedmiu energii) lub tylko wtedy, gdy czujemy uaktywnienie się negatywnego aspektu energii przekleństwa. Można to ćwiczenie wykonywać na koniec zestawu ćwiczeń lub zaraz za ćwiczeniem będącym przekleństwem.

Tak więc, przekleństwo niczym strasznym i nieodwracalnym nie jest. Jest za to fajnym drogowskazem pokazującym, na jakie fragmenty układanki zwanej JA mam zwrócić uwagę, by tworzyła ona harmonijną całość.

Ciekawe jest, że mimo wieloletniej już pracy z gimnastyką, wciąż niektóre rzeczy docierają do mnie jakby na nowo. Nawet jeśli już mamy swój zestaw, znamy  swoje energie, ćwiczymy gimnastykę jakiś czas, warto wracać do opisu energii urodzeniowych, poznać energię przekleństwa i uzdrawiającą, co jakiś czas czytać i myśleć o tym na nowo. Z czasem otwierają się bowiem nowe przestrzenie zrozumienia i nowe pole do poszerzania świadomości siebie.

Jeśli nie znacie swojego zestawu ćwiczeń lub energii przekleństwa/uzdrowienia, albo też zestaw ćwiczeń znacie, ale nie wiecie, co to są za energie i jakie wyzwania niosą, opracowałam opisy dla wszystkich 27 zestawów gimnastyki słowiańskiej. TUTAJ możecie wyliczyć i zamówić swój zestaw. Oferuję także konsultacje indywidualne przez Skype.

Pozdrawiam serdecznie i życzę pięknej przygody z gimnastyką słowiańską!

Autor: Anna Wrzesińska

Tekst jest fragmentem książki „Słowiańska żeńska gimnastyka”, która ukaże się w 2019 roku.