Mądrość natury – o wyborach życiowych

Wiecie, jak samica wybiera sobie ojca dla swoich orlątek?

Robi ciekawą rzecz. Z drzewa lub krzewu odłamuje gałązkę, bierze ją w dziób, wzlatuje wysoko i zaczyna krążyć. Wokół niej zaczynają latać orły, wtedy orlica wypuszcza gałązkę z dzioba i obserwuje. Jeden z orłów łapie gałązkę, przynosi ją samicy i bardzo delikatnie przekazuje z dzióba w dziób. Orlica bierze ją i znów upuszcza, obserwując, co się będzie działo.

I tak powtarza tę czynność wiele razy.

Jeśli w ciągu określonego czasu orzeł za każdym razem łapie gałązkę i oddaje ją samicy, to orlica wybiera go i stają się parą. Następnie wiją wspólnie gniazdo wysoko na skale. Gniazdo z twardych gałązek, które orli rodzice zaczynają wypełniać wyrywanymi ze swojego ciała piórkami i puchem. Gniazdko staje się ciepłe i miękkie, i orlica wysiaduje w nim jajka. Kiedy pojawiają się orlątka, rodzice przykrywają je swoimi ciałami, póki maleństwa się nie wzmocnią. Osłaniają je skrzydłami przed deszczem, słońcem i wiatrem, dostarczają im wodę i jedzenie. Pisklaki rosną. Zaczynają wyrastać im skrzydła i pióra.

Rodzice widzą, że już przyszła pora.

Tata siada na skraju gniazda i zaczyna nim trząść, bijąc skrzydłami i wytrząsając piórka i puch. Zostaje jedynie szkielet z gałązek, który pierwotnie uwili. Pisklęta nie rozumieją: przecież mamusia i tatuś byli wcześniej tacy troskliwi, a gniazdko takie milutkie i ciepłe. A tu mama gdzieś leci, łowi rybkę i siada parę metrów od gniazda, tak, żeby orlątka widziały, jak powolutku zaczyna rybkę zjadać. Ptaszki piszczą nie rozumiejąc, co się stało, przecież wszystko było inaczej. Rodzice je karmili, poili, a teraz? Gniazdko niewygodne i zimne, a rodzice na zewnątrz sami zjadają rybkę. Co robić? Jeść się chce, trzeba wyjść z tego gniazda.

I pisklaki zaczynają poruszać się tak, jak wcześniej nigdy się nie poruszały. I nie zrobiłyby tego, gdyby rodzice wciąż je niańczyli.

Orlątka zaczynają wypełzać z gniazda. I nagle… jedno z nich wypada, takie bezradne, jeszcze nie umiejące latać, nie wiedzące, jak to robić. I wreszcie tata-orzeł wkracza do akcji, wyszkolony dzięki orlicy przez wielokrotne łapanie gałązek. Rzuca się za orlątkiem i łapie je na swoje ciało. I znów je unosi i pozostawia w gnieździe. Wszystko zaczyna się od nowa. Pisklaki wypadają, a orzeł je łapie. Orły nigdy nie pozwalają orlątku spaść.

I nagle, w pewnym momencie orlątko zaczyna wykonywać ruch, którego wcześniej nigdy nie robiło: rozpościera skrzydła i zaczyna lecieć sam.

Rodzice pokazują mu miejsca, gdzie są ryby, uczą je łowić. To bardzo dobry przykład tego, jak wychowywać dzieci, jak je nie przetrzymać w ciepłym gniazdku, nie przekarmić, kiedy już same mogą zdobyć pożywienie. I z jaką troską uczyć je latać, poświęcając swoje siły, czas, mądrość i nawyki.

 To też nauka o tym, jak wybierać sobie towarzysza życia. Nie przypadkowo samica wybiera samca w taki właśnie sposób.

Ona rozumie, że tylko rzucając wyzwania, może zapewnić sobie i całemu rodowi bezpieczną przyszłość.

Wybierzesz gapowatego samca bez sprawdzenia go, a potem dzieciaków się nie doliczysz.

A my jakie wyzwania rzucamy zalotnikom? W jaki sposób pozwalamy im stać się prawdziwymi mężczyznami, pokazać swoją siłę, zwinność, mądrość, przejawić swoje męskie cechy?  

Autor: Artur Mhitarian

Tłumaczenie: Anna Wrzesińska