Kolęda czyli narodziny do nowego życia

Winter rural landscape with the sun shining behind a beautiful snow-covered tree on a field, with blue sky

Czym jest Kolęda?

Kolęda to dawne słowiańskie święto związane z przesileniem zimowym, czyli czasem, kiedy po najdłuższej nocy w roku słońca będzie już powoli przybywało. Aż do Kupały w czerwcu, kiedy ma miejsce zjawisko odwrotne. Co oznacza słowo „kolęda”? Kolęda pochodzi od słowa „koło”, jest zdrobnieniem od niego i oznacza dziecię koła, czyli dziecię słońca. Święto Kolędy symbolizuje narodziny słońca i narodziny każdego z nas do nowego życia.

W jaki sposób świętowano i po co?

Gdy czytam opisy zwyczajów Słowian zawsze brakuje mi głębi. Dobrze, przebierali się. Ale po co tak naprawdę? Jasne, tańczyli i śpiewali, odgrywali scenki, karmili przodków. Ale w jakim celu? Jakie głębsze przesłanie i przemiany niosą te rytuały? Bez uświadomienia sobie tego nawet jak zmienimy sposób świętowania  na  „słowiański, nasz, rodzimy” zamienimy jedynie to, co zewnętrzne, a wewnętrzna przemiana nas nie dotknie.

Tak naprawdę opisy świąt, które znamy ze źródeł pisanych pochodzących z XIX czy XVIII wieku (czy z czasów jeszcze dawniejszych) są już w pewien sposób skażone, ponieważ od pięciu tysięcy lat mamy epokę zwaną w tradycji wedyjskiej Kalijuga – epokę degradacji i upadku.

Prawdziwie słowiańskie czy wedyjskie jest to, co pochodzi z czasów sprzed Kalijugi, z czasów pełnej świadomości, głębokiej duchowości, poczucia jedności i przepływu z energiami Stwórcy.

W tych czasach święta związane z naturalnymi cyklami natury służyły naszej odnowie, były momentem przejścia na jeszcze wyższy poziom rozwoju. Przede wszystkim było więc to ważne spotkanie z samym sobą, oczyszczenie i odnowienie na głębokim poziomie. Dopiero potem spotykano się i świętowano wspólnie w korowodach, w czystości i w radości wymieniając  się energią i wznosząc się wyżej po spirali rozwoju.

To właśnie w czasie świąt napełniano się siłą na następne kilka miesięcy, nierzadko dochodziło do uzdrowień na bardzo wielu poziomach, to wtedy się najczęściej zakochiwano, wtedy wyznaczano cele, doznawano głębokich wglądów i otrzymywano wskazówki od Stwórcy, jak korzystać z wrodzonych talentów i przejawiać je w życiu.

Do świąt długo się przygotowywano, ponieważ, by mogło nadejść nowe, musi odejść stare.

Dlatego oddawano długi, kończono ważne sprawy, rozwiązywano stare problemy, oczyszczano atmosferę w relacjach, porządkowano domostwa. To był też czas sprzyjający rezygnacji ze starych, szkodliwych przyzwyczajeń, odpuszczania sobie i innym krzywd i przewinień, uświadomienia sobie tego, co od poprzedniego święta udało nam się osiągnąć i tego, co zamierzamy osiągać dalej.

Był to więc czas głębokiej samoanalizy, uwagi poświęconej własnemu rozwojowi duchowemu, ale też bycia mocno w rzeczywistości tak, aby dostrzec to, co realnie możemy i chcemy zmienić w swoim życiu, w swoim zachowaniu i myśleniu.

Weronika Gawrilionok, u której uczyłam się prowadzenia świąt słonecznych opowiadała nam, że z pomocą inscenizacji nasi przodkowie oczyszczali się na planach subtelnych. Dla psychologów specjalizujących się w arteterapii (terapii przez sztukę) sprawa będzie oczywista: odgrywając pewne role przepracowujemy postawy archetypowe, uwalniamy emocje, transformujemy siebie.

Dzieje się to tym mocniej, im bardziej świadomie w to wchodzimy. Ale nawet jeśli nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę, to i tak się dzieje. W zabawach, grach, scenkach przepracowujemy więcej, niż myślimy, a czasem to, że odłączamy głowę jest najbardziej uzdrawiające.

Co można praktycznie zrobić w tym czasie?

Wyrzućmy nagromadzone emocje

Można to robić na wiele sposobów: możemy znaleźć patyk i „nawrzucać mu”, wyrzucić z siebie wszystko to, co w nas siedzi względem jakiejś osoby czy sytuacji. Jak już zejdzie z nas ciśnienie, patyk można zakopać lub wrzucić do rzeki.

Zadziała też bicie poduszek, krzyczenie w lesie czy w samochodzie, zwierzenie się wodzie lub drzewom. Im więcej przy tym procesie natury, tym lepiej.

Zapiszmy to, z czym chcemy się pożegnać

Poczucie winy, gniew, wstyd i wszystkie inne emocje, które hamują nasz rozwój są tym, czego możemy się w tym czasie pozbyć. Zapiszmy też rodowe scenariusze, które się już wysyciły i których nie chcemy powtarzać, jakieś trudności, które przydarzyły się nam w ubiegłym roku, wszystkie „grzechy”, które popełniliśmy w tym czasie – zaniedbanie siebie, relacji z Siłą Wyższą, z innymi ludźmi.

Kartkę z tym, czego chcemy się pozbyć spalmy.

Podziękujmy sobie

Przypomnijmy sobie wszystko to, co sprawiło, że dziś jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Przywołajmy w pamięci ludzi, zdarzenia, nasze sukcesy i porażki. Za wszystko podziękujmy jako doświadczeniu, dzięki któremu wzrastamy i zmieniamy się.

Wypowiedzmy zamierzenia i plany

Na oczyszczonym i spulchnionym gruncie można sadzić. Zapiszmy nasze plany na najbliższy rok, marzenia, które chcemy, by się spełniły, cele, które chcemy osiągnąć. Jeszcze lepiej jest zrobić mapę marzeń, na której przyklejamy lub rysujemy to, co chcemy przyciągnąć do swojego życia. Warto jest robić taką mapę całą rodziną, by wzmocnić i rozszerzyć intencję. Wspólny cel wspaniale scala i harmonizuje rodzinę, nadaje jej sens i wyznacza kierunek rozwoju.

Cele i marzenia można też zapisać w formie bajki. Koniecznie z pozytywnym zakończeniem! A jeśli taką bajkę odegrać, przeżywając emocje i uczucia, jakie chcemy przeżywać w rzeczywistości, szansa ich realizacji wzrasta wielokrotnie.

 Anna Wrzesińska

 

Jeśli to, co tutaj przeczytałaś/-eś w jakiś sposób Ci pomogło lub zainspirowało – będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się linkiem do tej strony ze swoimi znajomymi/rodziną, z kimś, kogo też może to zainteresować. Możesz też wspomóc moją pracę wpłacając dowolną kwotę na konto: 44 1050 1461 1000 0090 9649 5495 z dopiskiem DAROWIZNA. Wszystkiego dobrego!